Światło wraca zawsze

Czasem wystarczy chwila ciszy, by przypomnieć sobie, że nawet w największym zmęczeniu wciąż nosimy w sobie źródło światła. Ta refleksja jest zaproszeniem, by zaufać wewnętrznemu blaskowi, który nigdy nie gaśnie – niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas.

Są takie dni, kiedy w sercu jest cisza i zmęczenie.
Świat wydaje się daleki, a my czujemy się jakbyśmy utracili kontakt z własnym blaskiem.
Ale nawet wtedy — w najciemniejszej chwili — coś w nas wciąż tli się cicho.
Czasem wystarczy jeden oddech, jedno miłe słowo, jedno wspomnienie dobra, by to światło znów zapłonęło.

Nie trzeba robić nic wielkiego.
Wystarczy zaufać, że w każdym z nas istnieje iskra, która nigdy nie gaśnie.
Niech dzisiejszy dzień będzie przypomnieniem o niej. ✨

Posted in

Jedna odpowiedź do „Światło wraca zawsze”

  1. Awatar tabaNaWPC
    tabaNaWPC

    Myślę, że „Nieśmiertelna Iskra Mocy” nie potrzebuje ufności, że jest. Ona jest zawsze bo bez niej nie moglibyśmy istnieć, to przepustka, paszport dla naszej egzystencji. Każdy ją dostaje i w każdym ona jest. Zabić/zniszczyć jej nie można bo pochodzi od Mocy. Tylko Ona może ją odebrać.
    Odczuwam melancholię w Twoich słowach. Co się stało? Wyrzuć to z siebie…
    Mnie też dopadła ale wczoraj, w drugiej godzinie Twojego spotkania i trzymała do późnego wieczora. Biję się z myślami czy mam Ci to przekazać i czy nie za bardzo naruszę Twoją przestrzeń po tej spowiedzi ale zaryzykuję… (jak będzie za mocne to skasuj, nie patyczkuj się)

    Wczoraj, postanowiłem Was tam na spotkaniu wspierać mentalnie. O 13:40 rozpocząłem koncentrację Twoją Mantrą/prośbą „Pieśń do Duchów Natury” którą odsłuchałem kilkukrotnie. O 14: 00 już byłem w stanie koncentracji i tak sobie trwałem aż do momentu w którym nad wyraz wyraźnie usłyszałem znany mi Głos który zapytał czy chcę zobaczyć jak teraz wyglądacie (czy co robicie – nie pamiętam). Było to dla mnie jak nokautujący cios pomiędzy oczy. Natychmiast przerażony uciekłem ze stanu skupienia. Nic nie zdążyłem zobaczyć, nic mnie już nie obchodziło. Problemem był On. Głos który się odezwał. On mi się pojawia tylko wtedy jeżeli mam wynaturzone zachowania, kiedy zaczynam iść złą ścieżką. W przypadku prawidłowych zachowań odzywa się Głos Kobiecy. To mi uświadomiło, że coś bardzo niedobrego musiało się u Was wydarzyć. (No, chyba, że wielkim moim błędem było to co zrobiłem – ten temat muszę dopiero przemyśleć bo pojawił się teraz). Przerwałem więc medytację, odsłuchałem Twój nowy utwór „Ocean życia” i szukałem czegoś do tanecznego transu. Komputer wyrzucił 40 minutowy: „Ocean of Stillness”. Nie słuchałem więc OK. W trakcie transu poryczałem się jak bóbr. Nieświadomie oraz instynktownie odegrana scena była banalna.
    W głębokiej Pustce stworzyłem przepiękny firnament gwiazd ale przez przypadek(?) pojawiło się też Coś malutkiego i żywego co niosłem w dłoniach przed sobą płacząc „to nie miało prawa się wydarzyć”, Czasami przeżywałem flashowe (czyli bardzo krótkie) deja vu, że to mnie Ktoś niesie ponad problemami świata. Kiedy dotarłem do końca podróży, usiadłem i zasnąłem zmęczony w fotelu (wyobraźnia transu). Kiedy się obudziłem, w dłoniach nic już nie było albo to mi się śniło. Nad horyzontem bezmiaru oceanu wstawało słońce bardzo podobne do Istoty którą trzymałem w dłoniach… Realnie ryczałem przez ok 30 minut i nie wiem dlaczego… Do dziś nie wiem…
    Koszmarna melancholia która mnie wtedy dopadła odeszła dopiero późno w nocy po wizycie Wibracji (to taki nowy, inny stan, może kiedyś opiszę jeżeli będziesz chciała) i jakichś słowach pochodzących tym razem od Głosu żeńskiego.

    Rozpisałem się… ale mi to nie przeszkadza. Wolę to niż mówienie. Pozwali mi właściwiej dobierać słowa, lepiej przekazać sedno… Prowokując mnie do pisania sprawiasz mi wielką frajdę bo naprawdę czuję potrzebę wywalenia z siebie tych dziwolągów…

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do tabaNaWPC Anuluj pisanie odpowiedzi